Witajcie,
Dziś będzie o tuszu marki Avon, który początkowo skradł moje serce i trafił do ulubieńców miesiąca.
Teraz jednak czas na opinię po zużyciu niemalże całego opakowania.
Jak się może orientujecie jestem wielką fanką maskar marki Avon. Zużyłam ich już na prawdę sporo i chyba nie trafiła się taka, która nie spełniłaby moich oczekiwań i mnie zawiodła.
Czy tusz Aero Volume również podtrzymał moją dobrą opinię na temat maskar? Dowiecie się czytając dalej...
Opakowanie:
Samo opakowanie tuszu ma przepiękny niebieski kolor i jest minimalnie transparentne, dzięki temu pod światło zobaczymy jaka ilość kosmetyku jeszcze została.
Szczoteczka z jaką spotykamy się w tym produkcie to wg mnie klasyczna włosiasta szczoteczka, która świetnie rozczesuje rzęsy oraz nie nabiera zbyt wiele produktu.
Właściwości:
W ofercie dostępne są trzy odcienie: brown black, black i blackest black. Ja zdecydowałam się na zakup tego ostatniego, gdyż uwielbiam gdy rzęsy mają kolor intensywnej, głębokiej czerni. Muszę jednak przyznać, że nie zauważyłam różnicy pomiędzy tym a innymi tuszami których kolor był po prostu czarny. Niemniej jednak na rzęsach prezentuje się na prawdę ładnie.
Szczoteczka wyśmienicie rozczesuje rzęsy, tusz ich nie skleja i nie pozostawia grudek nawet przy nałożeniu dwóch warstw.
Producent przede wszystkim obiecuje nam pogrubienie rzęs jednak jest to stosunkowo naturalny efekt, idealny do dziennego makijażu. Pomimo zapewnień o lekkości formuły i 'bąbelkach powietrza' rzęsy są dość sztywne i trochę nie przyjemne w dotyku. Ponadto konsystencja jest raczej sucha i tępa przez co tusz wcale nie chce kleić się do rzęs. Sprawia to problem szczególnie wtedy gdy chcemy szybko wytuszować oko, trzeba się na prawdę sporo 'namachać' szczoteczką aby osiągnąć zadowalający efekt.
Początkowo nie było problemu z utrzymywaniem się tuszu na rzęsach. W moim teście na żywo przetrwał on przeszło 11h bez żadnego uszczerbku. I tak też było przez około miesiąc od pierwszej aplikacji. Niestety później tusz zaczął mi się osypywać. Najpierw były to pojedyncze 2-3 grudki pod okiem, ale sukcesywnie zaczynało być ich coraz więcej. Teraz po 2 miesiącach używania tusz osypuje się po kilku (2-3) godzinach od aplikacji i niestety nie wygląda już tak atrakcyjnie. Szczerze mówiąc tego w tym tuszu obawiałam się najbardziej, bo już sam producent zaznaczył że produkt jest ważny tylko 3(!) miesiące od otwarcia. To niesamowicie mało przy innych tuszach, które mają termin 6 miesięcy i przez około 3-4 miesiące nie tracą swoich właściwości.
Podsumowanie:
Jak już wspomniałam tusz początkowo skradł moje serce. Pięknie rozczesywał rzęsy, nie sklejał ich ani nie pozostawiał grudek. Pomimo delikatnego efektu wyglądał niesamowicie estetycznie. Szkoda jednak że tak szybko wysechł w opakowaniu i już po 2 miesiącach sięgnął dna.
Avon miało fajny pomysł na tusz, niestety na którymś etapie coś poszło nie tak i można powiedzieć że powstał pół - bubel ;)
Niestety tuszu polecić Wam nie mogę. Dodam tylko że opakowanie mieści 7ml i w cenie regularnej kosztuje 36 zł.
Dajcie znać czy miałyście ten tusz i jak on się u Was sprawdził?
Czekam na opinie w komentarzach.
P.S. zainteresowanych jak tusz wygląda na rzęsach zapraszam do obejrzenia filmiku z testem na żywo!
Dziś będzie o tuszu marki Avon, który początkowo skradł moje serce i trafił do ulubieńców miesiąca.
Teraz jednak czas na opinię po zużyciu niemalże całego opakowania.
Jak się może orientujecie jestem wielką fanką maskar marki Avon. Zużyłam ich już na prawdę sporo i chyba nie trafiła się taka, która nie spełniłaby moich oczekiwań i mnie zawiodła.
Czy tusz Aero Volume również podtrzymał moją dobrą opinię na temat maskar? Dowiecie się czytając dalej...
Opakowanie:
Samo opakowanie tuszu ma przepiękny niebieski kolor i jest minimalnie transparentne, dzięki temu pod światło zobaczymy jaka ilość kosmetyku jeszcze została.
Szczoteczka z jaką spotykamy się w tym produkcie to wg mnie klasyczna włosiasta szczoteczka, która świetnie rozczesuje rzęsy oraz nie nabiera zbyt wiele produktu.
Właściwości:
W ofercie dostępne są trzy odcienie: brown black, black i blackest black. Ja zdecydowałam się na zakup tego ostatniego, gdyż uwielbiam gdy rzęsy mają kolor intensywnej, głębokiej czerni. Muszę jednak przyznać, że nie zauważyłam różnicy pomiędzy tym a innymi tuszami których kolor był po prostu czarny. Niemniej jednak na rzęsach prezentuje się na prawdę ładnie.
Szczoteczka wyśmienicie rozczesuje rzęsy, tusz ich nie skleja i nie pozostawia grudek nawet przy nałożeniu dwóch warstw.
Producent przede wszystkim obiecuje nam pogrubienie rzęs jednak jest to stosunkowo naturalny efekt, idealny do dziennego makijażu. Pomimo zapewnień o lekkości formuły i 'bąbelkach powietrza' rzęsy są dość sztywne i trochę nie przyjemne w dotyku. Ponadto konsystencja jest raczej sucha i tępa przez co tusz wcale nie chce kleić się do rzęs. Sprawia to problem szczególnie wtedy gdy chcemy szybko wytuszować oko, trzeba się na prawdę sporo 'namachać' szczoteczką aby osiągnąć zadowalający efekt.
Początkowo nie było problemu z utrzymywaniem się tuszu na rzęsach. W moim teście na żywo przetrwał on przeszło 11h bez żadnego uszczerbku. I tak też było przez około miesiąc od pierwszej aplikacji. Niestety później tusz zaczął mi się osypywać. Najpierw były to pojedyncze 2-3 grudki pod okiem, ale sukcesywnie zaczynało być ich coraz więcej. Teraz po 2 miesiącach używania tusz osypuje się po kilku (2-3) godzinach od aplikacji i niestety nie wygląda już tak atrakcyjnie. Szczerze mówiąc tego w tym tuszu obawiałam się najbardziej, bo już sam producent zaznaczył że produkt jest ważny tylko 3(!) miesiące od otwarcia. To niesamowicie mało przy innych tuszach, które mają termin 6 miesięcy i przez około 3-4 miesiące nie tracą swoich właściwości.
Podsumowanie:
Jak już wspomniałam tusz początkowo skradł moje serce. Pięknie rozczesywał rzęsy, nie sklejał ich ani nie pozostawiał grudek. Pomimo delikatnego efektu wyglądał niesamowicie estetycznie. Szkoda jednak że tak szybko wysechł w opakowaniu i już po 2 miesiącach sięgnął dna.
Avon miało fajny pomysł na tusz, niestety na którymś etapie coś poszło nie tak i można powiedzieć że powstał pół - bubel ;)
Niestety tuszu polecić Wam nie mogę. Dodam tylko że opakowanie mieści 7ml i w cenie regularnej kosztuje 36 zł.
Dajcie znać czy miałyście ten tusz i jak on się u Was sprawdził?
Czekam na opinie w komentarzach.
P.S. zainteresowanych jak tusz wygląda na rzęsach zapraszam do obejrzenia filmiku z testem na żywo!
Witajcie,
Dziś o produkcie z kolorówki, o którym od pewnego czasu huczy cała blogosfera. Postanowiłam jednak dodać również swoje 3 słowa. Mowa oczywiście o korektorze marki Collection (kiedyś Collection 2000) Lasting Perfection, mój akurat jest w najjaśniejszym kolorze o nazwie Fair.
Nie przedłużając przechodzę do sedna...
Dziś o produkcie z kolorówki, o którym od pewnego czasu huczy cała blogosfera. Postanowiłam jednak dodać również swoje 3 słowa. Mowa oczywiście o korektorze marki Collection (kiedyś Collection 2000) Lasting Perfection, mój akurat jest w najjaśniejszym kolorze o nazwie Fair.
Nie przedłużając przechodzę do sedna...
Witajcie,
Dzisiaj chciałabym Wam po krótce przedstawić co robię jak mnie tu nie ma, oczywiście pomijając rodzinę i studia :)
Od pewnego czasu zainteresowałam się ręcznie robioną biżuterią. Jestem niesamowicie zauroczona techniką soutache - bardzo mi się podobają zarówno kolczyki, bransoletki jak i opaski do włosów. Niestety brak wystarczającej ilości wolnego czasu i chyba troszkę brak zdolności manualnych nie pozwoliły mi zgłębić techniki wykonywania tak pięknych rzeczy.
Któregoś jednak dnia przeglądając strony na których można kupić ręcznie wykonane przedmioty natknęłam się na bransoletki wykonane techniką bead crochet czyli po polsku mówiąc sznura koralikowego na szydełku. Bransoletki ujęły mnie doszczętnie i stwierdziłam, że to jest to! i muszę tego spróbować! Czym prędzej pobiegłam do pasmanterii po koraliki, szydełko i kordonek i tak zaczęła się moja przygoda.
Początkowo 'dziergałam' tylko dla siebie i rodziny, ale ostatnio target zaczął się rozrastać. Założyłam fanpage na fb i otworzyłam swój własny butik w znanym serwisie internetowym. Sprzedaję również lokalnie, dzięki tzw poczcie pantoflowej. Dzięki temu zaczęłam inwestować w materiały i mój mały 'warsztat', a ostatnio nawet powstały metki Biżuterii MIKI, bo tak właśnie nazywa się moja marka biżuterii.
Biżuteria MIKI jest w pełni dostosowana do potrzeb klienta. Indywidualny dobór kolorystyczny zarówno koralików, zawieszki jak i zakończeń, wzoru bransoletki oraz jej długości.
Tworzenie biżuterii jest przede wszystkim moją pasją i cieszę się, że mogę robić to co lubię!
Bardzo serdecznie Was zapraszam na mojego fanpage na facebooku, gdzie możecie obejrzeć wykonane dotychczas przeze mnie projekty, obejrzeć dostępne koraliki i zawieszki oraz złożyć zamówienie.
Dzisiaj chciałabym Wam po krótce przedstawić co robię jak mnie tu nie ma, oczywiście pomijając rodzinę i studia :)
Od pewnego czasu zainteresowałam się ręcznie robioną biżuterią. Jestem niesamowicie zauroczona techniką soutache - bardzo mi się podobają zarówno kolczyki, bransoletki jak i opaski do włosów. Niestety brak wystarczającej ilości wolnego czasu i chyba troszkę brak zdolności manualnych nie pozwoliły mi zgłębić techniki wykonywania tak pięknych rzeczy.
Któregoś jednak dnia przeglądając strony na których można kupić ręcznie wykonane przedmioty natknęłam się na bransoletki wykonane techniką bead crochet czyli po polsku mówiąc sznura koralikowego na szydełku. Bransoletki ujęły mnie doszczętnie i stwierdziłam, że to jest to! i muszę tego spróbować! Czym prędzej pobiegłam do pasmanterii po koraliki, szydełko i kordonek i tak zaczęła się moja przygoda.
Początkowo 'dziergałam' tylko dla siebie i rodziny, ale ostatnio target zaczął się rozrastać. Założyłam fanpage na fb i otworzyłam swój własny butik w znanym serwisie internetowym. Sprzedaję również lokalnie, dzięki tzw poczcie pantoflowej. Dzięki temu zaczęłam inwestować w materiały i mój mały 'warsztat', a ostatnio nawet powstały metki Biżuterii MIKI, bo tak właśnie nazywa się moja marka biżuterii.
Biżuteria MIKI jest w pełni dostosowana do potrzeb klienta. Indywidualny dobór kolorystyczny zarówno koralików, zawieszki jak i zakończeń, wzoru bransoletki oraz jej długości.
Tworzenie biżuterii jest przede wszystkim moją pasją i cieszę się, że mogę robić to co lubię!
Bardzo serdecznie Was zapraszam na mojego fanpage na facebooku, gdzie możecie obejrzeć wykonane dotychczas przeze mnie projekty, obejrzeć dostępne koraliki i zawieszki oraz złożyć zamówienie.
Witajcie,
Dziś przybywam z taką luźną i krótką notką. Jakiś czas temu w 'internetach' głośno było o okularach z Biedronki i Pepco. Mnie to jakoś ominęło, a poza tym byłam zadowolona z okularów, które kupiłam kilka lat temu w małym, niesieciowym butiku. Kilka dni temu kiedy wybierałam się na spacer z córką zgarnęłam z półki etui z okularami i wybiegłam z domu. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie kiedy ukazał mi się taki widok:
Niestety plastikowa oprawka się połamała a 'szkiełko' wypadło. Byłam jednocześnie zła i smutna. Wtedy przypomniałam sobie o bumie na okulary z Pepco i czym prędzej tam pobiegłam. Niestety na stojaku znalazłam same słabej jakości podróbki Ray Banów, to samo było w Biedronce jak i Chińskim Centrum. Zrezygnowała wróciłam do domu i przez kilka dni chodziłam oślepiona słońcem. Dziś moją uwagę przykuł sklep Spinka, w którym nigdy wcześniej, nie wiedzieć czemu nie byłam. Tam znalazłam ogromny stojak z okularami przeciwsłonecznymi. Nie obyło się oczywiście bez Ray Banów z marnego plastiku, ale oprócz nich były klasyczne plastikowe 'muchy' oraz okulary a'la aviatorki. I tym razem na te ostatnie padł mój wybór
Ciemne, lekko opalizujące szkła i ciemne cienkie oprawki okazały się tym czego szukałam. Okulary fajnie leżą, nie są zbyt duże ani krzywe, a co najważniejsze kosztowały jedyne 16 zł :) Od razu po zakupie założyłam je na nos i przestało mnie denerwować oślepiające światło :D
Jak Wam się podobają?
Jakich Wy okularów przeciwsłonecznych używacie? Kupujecie jak ja te w okazyjnej cenie czy stawiacie na droższe z profesjonalnymi filtrami UV?
Koniecznie dajcie znać w komentarzach!
Dziś przybywam z taką luźną i krótką notką. Jakiś czas temu w 'internetach' głośno było o okularach z Biedronki i Pepco. Mnie to jakoś ominęło, a poza tym byłam zadowolona z okularów, które kupiłam kilka lat temu w małym, niesieciowym butiku. Kilka dni temu kiedy wybierałam się na spacer z córką zgarnęłam z półki etui z okularami i wybiegłam z domu. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie kiedy ukazał mi się taki widok:
Niestety plastikowa oprawka się połamała a 'szkiełko' wypadło. Byłam jednocześnie zła i smutna. Wtedy przypomniałam sobie o bumie na okulary z Pepco i czym prędzej tam pobiegłam. Niestety na stojaku znalazłam same słabej jakości podróbki Ray Banów, to samo było w Biedronce jak i Chińskim Centrum. Zrezygnowała wróciłam do domu i przez kilka dni chodziłam oślepiona słońcem. Dziś moją uwagę przykuł sklep Spinka, w którym nigdy wcześniej, nie wiedzieć czemu nie byłam. Tam znalazłam ogromny stojak z okularami przeciwsłonecznymi. Nie obyło się oczywiście bez Ray Banów z marnego plastiku, ale oprócz nich były klasyczne plastikowe 'muchy' oraz okulary a'la aviatorki. I tym razem na te ostatnie padł mój wybór
Ciemne, lekko opalizujące szkła i ciemne cienkie oprawki okazały się tym czego szukałam. Okulary fajnie leżą, nie są zbyt duże ani krzywe, a co najważniejsze kosztowały jedyne 16 zł :) Od razu po zakupie założyłam je na nos i przestało mnie denerwować oślepiające światło :D
Jakich Wy okularów przeciwsłonecznych używacie? Kupujecie jak ja te w okazyjnej cenie czy stawiacie na droższe z profesjonalnymi filtrami UV?
Koniecznie dajcie znać w komentarzach!
















