My beautiful dream!

26 października 2014

Lakieromaniaczka: Foggy Night, Salon Perfect

Witajcie,

kolejny post lakierowy przed Wami :) Jak już wspomniałam, mam kilka nowości do pokazania, a także udało mi się zapuścić pazury. Niestety już wiem, że na zajęcia specjalistyczne w szkole będę je musiała spiłować :( więc korzystam i cieszę się nimi póki mogę :D


Dziś iście jesienny kolor, o jesiennej nazwie. Foggy Night czyli mglista noc to produkt marki Salon Perfect. Buteleczka do złudzenia przypomina opakowania lakierów China Glaze. Mieści 14 ml lakieru. Pędzelek jest długi i równo ścięty, ale dosyć wąski. Zwolenniczki szerokich - łopatkowych pędzelków nie będą zadowolone.


Kolor to przepiękna, chłodna szarość o kremowym wykończeniu. Nie znajdziemy w nim żadnych drobinek brokatu, perły ani shimmera. Pierwsza warstwa ma tendencję do pozostawiania drobnych smug i nie jest w pełni kryjąca, ale druga załatwia już wszystko. Krycie jest 100% i nie ma żadnych niedoskonałości.




Lakier jest dość rzadki, ale absolutnie nie rozlewa się na skórki. Bardzo łatwo jest ogarnąć go pędzelkiem. Nie zasycha również zbyt szybko, więc minimalne poprawki są możliwe. Produkt w aplikacji jest bardzo przyjemny.


Na koniec powinnam jak zawsze omówić trwałość. Jednak ciężko jest mi o niej pisać, bo w zależności od kondycji oraz ogólnej charakterystyki płytki paznokcia może ona różnić się u poszczególnych osób. Dlatego postanowiłam tego nie omawiać. Jeżeli lakier wyróżni się czymś szczególnym, np odpryśnie po 3h od aplikacji to oczywiście wspomnę o tym. Często również zmywam lakier z paznokci szybciej niż zdąży się z nim coś stać - najczęściej już po 4 dniach.


Podsumowując jest to moje pierwsze spotkanie z produktami tej marki. Wielokrotnie widziałam je na targach kosmetycznych, ale nigdy nie przykuwały mojej uwagi na tyle by coś sobie kupić. Debiut uważam za jak najbardziej udany. Do wypróbowania mam jeszcze jeden kolor i już nie mogę się doczekać go na moich paznokciach.






Produkt otrzymałam w ramach współpracy, nie wpływa to jednak na moją opinię o nim.
Czytaj dalej...

24 października 2014

Piątkowy relaks: A Child's Wish, Yankee Candle

Witajcie,

Dni coraz krótsze, a noce coraz zimniejsze. To oznacza tylko jedno. Koniec lata i zbliżającą się wielkimi krokami jesień, a zaraz za nią i zimę. O ile początkowe etapy jesieni jeszcze jako tako lubię, o tyle zima dla mnie to najgorsza pora roku i mogłoby jej wcale nie być.
W związku z tym wymyśliłam sobie, że na blogu pojawi się seria (nieregularnych) wpisów na temat jesienno - zimowych umilaczy wieczorów.

Dzisiaj pierwszy post z tej serii i chciałabym Wam pokazać świecę, moją jedyną z Yankee Candle, która początkowo trochę mnie zawiodła, ale dziś śmiało mogę zaryzykować stwierdzenie że stała się moim ulubieńcem.


Bo o ile uważam, że świece latem nie są najlepszym pomysłem na relaks o tyle jesienią i zimą nie ma nic przyjemniejszego niż ciepły płomień i otulający zapach dobrej świecy.

Tak jak już wspomniałam bohaterka dzisiejszego postu to jedyna przedstawicielka YC w moim domu. W moje ręce trafił średni słój o wdzięcznej nazwie A Child's Wish.

Producent przedstawia go tak
przywodzi na myśl pięknie zieloną, pokrytą drobnymi, jasnymi kwiatami łąkę. Kojarzy się z latem, napawa pozytywną energią i kusi wyjątkową świeżością. Tak pachnie Dziecięce Marzenie – wspomnienie idealnych wakacji i sentymentalny obrazek, który pojawia się przed oczami na myśl o błogim relaksie. Akordy świeżych kwiatów mieszają się tu z nutami trawy i świeżego, delikatnie muskającego twarz powietrza.

Otwierając słoik i wąchając niezapaloną świecę napotykamy bardzo intensywny kwiatowy zapach z nutą czegoś kwaśnego, orzeźwiającego. Po zapaleniu aromat staje się jednak dużo bardziej delikatny. Nadal jest świeży i jakby uspokajający. Świetnie nadaje się po całym dniu pracy czy zabawy z dziećmi.
Producent zapewnia, że średni słój starczy nawet na 90h palenia. Niestety nie wiem jak to sprawdzić, ale mogę powiedzieć, że świeca jest na prawdę wydajna. Mam ją już od dłuższego czasu ale dopiero ostatnio zaczęłam palić ją bardzo często. Poza tym wypala się raczej równomiernie, na środku wosku nie tworzy się wgłębienie. Nawet knot sam z siebie jest w porządku i praktycznie nie muszę go przycinać.
Jedynym minusem jaki zauważam w tej świecy jest fakt, że zapach nie jest na tyle intensywny by otulić nim całe mieszkanie. Doskonale sprawdza się do niedużych pomieszczeń lub gdy zapalimy ją w pokoju i przymkniemy do niego drzwi.


Jeżeli o mnie chodzi to jestem z tej świecy bardzo zadowolona i choć początkowo byłam zdegustowana, że po rozpaleniu nie czuć jej w całym mieszkaniu to po jakimś czasie doceniłam jej delikatny aromat.
To moja pierwsza, ale na pewno nie ostatnia świeca z Yankee Candle.

Możecie ją kupić TU za 79zł.


Znacie świece Yankee Candle? Jakie inne zapachy możecie mi polecić?
Koniecznie dajcie znać w komentarzach co myślicie o tej serii postów?


Czytaj dalej...

22 października 2014

Lakieromaniacka: Chestnut Avenue, Mistero Milano

Witajcie,

Dawno na blogu nie pojawiały się żadne lakiery do paznokci. Były do tego dwa powody. Po pierwsze moje paznokcie nie były w najlepszej kondycji - łamliwe, kruche, cienkie, a przez to bardzo krótkie. Po drugie w ostatnich tygodniach królowała na moich paznokciach hybryda, która pozwoliła mi choć trochę wzmocnić i zapuścić paznokcie. Poza tym manicure hybrydowy to duża wygoda - na około 2 tygodnie mam spokój z malowaniem paznokci, jedynie odrost może trochę drażnić :)
Ostatnio jednak do mojej kolekcji trafiło sporo nowości, więc postanowiłam pozwolić paznokciom odpocząć od hybrydy i potestować nowe kolorki.


Dziś na tapet bierzemy przepiękny orzechowy kolor o wdzięcznej nazwie Chestnut Avenue czyli Kasztanowa Aleja. Lakier pochodzi z firmy Mistero Milano, która w blogowym światku raczej do popularnych nie należy.

baza - CC Magic Nails Repair Extreme, Bielenda
kolor - Chestnut Avenue, Mistero Milano (2 warstwy)
top - Seche Vite

Pędzelek jest równo ścięty, średniej wielkości - nie za cienki, nie za gruby, ale bardzo przyjemny w użytkowaniu. Nie rozcapierza się i nie robi smug.
Buteleczka mieści 11ml kosmetyku.


Kolor jak już wspomniałam to ciepły, orzechowy odcień o kremowym wykończeniu. Nie ma w nim ani grama perły, shimmera ani nic z tych rzeczy. Dodatkowo lakier ma świetne krycie. Tak na prawdę już pierwsza warstwa kryje w 100% nie robiąc smug i prześwitów.


Konsystencja również jak najbardziej na plus. Lakier nie jest zbyt rzadki i nie rozlewa się na skórki. Nie jest też wybitnie gęsty. Kasztanowa aleja nie należy do lakierów 'szybkoschnących', ale też nie trzeba na to czekać długimi godzinami. Ogólnie produkt nie sprawia problemów podczas aplikacji.


Szczerze mówiąc myślałam, że na temat trwałości tego produktu nie będę się wypowiadać, bo jak wspomniałam moje paznokcie nie były w najlepszym stanie i większość, a właściwie wszystkie lakiery nie wytrzymywały nawet doby na moich paznokciach. W przypadku tego jest jednak inaczej. Dopiero po 3 dniach zauważyłam lekkie ścieranie się końcówek, ale nadal żadnego odprysku. W ostatnim czasie dla mnie to na prawdę super trwałość! :)


Podsumowując produkt jest na prawdę bardzo przyjemny. Ma piękny kolor, super konsystencję i myślę że na zdrowszych paznokciach będzie hiper trwały. Jego cena to 16,90 za 11ml opakowanie.
Lakiery oraz inne produkty Mistero Milano można kupić w sklepie internetowym producenta (KLIK).

Mam jeszcze dwa inne kolory tej firmy i z wielką chęcią je wypróbuję po tak udanym debiucie w postaci Chestnut Avenue.


Czytaj dalej...

© My beautiful dream!, AllRightsReserved.

Designed by ScreenWritersArena